Wehikułem, który miał zawieźć romantyczną parę do owej dżungli był dwucylindrowy motocykl B.S.A. angielskiej produkcji, najpewniej model G34-14 Twin World Tour, o mocy 10 koni mechanicznych i numerze rejestracyjnym W 19-484 (PL), z wyprodukowanym w Łodzi na licencji wiedeńskiej koszykiem. Stanisław wziął na siebie obowiązki kierowcy, mechanika, logistyka i fotografa. Halina wcieliła się we wdzięczną rolę pasażerki, kronikarki i „dobrego duszka” wyprawy. Wsparcie rodziców i wypłacane przez redakcje gazet honoraria za reportaże miały zapewnić niezbędne środki finansowe.
19 sierpnia 1934 roku wyruszyli z Druskiennik do Warszawy, gdzie cztery dni później przed siedzibą Automobilklubu Polski na Alei Szucha 10 w obecności kilku dziennikarzy dokonali oficjalnego rozpoczęcia wyprawy. 15 marca 1936 roku zakończyli swoją trwającą dziewiętnaście miesięcy eskapadę.
Przez cały ten czas Halina Korolec-Bujakowska prowadziła pamiętnik oraz słała korespondencje do polskich czasopism i gazet. Żywiołowym, natchnionym, pełnym rozmachu, ale też niepozbawionym autoironii i humoru językiem opisywała w nich spotkania z mieszkańcami Azji lat trzydziestych XX wieku, ich obyczaje i stroje oraz przyrodę kontynentu. W przejmujący sposób relacjonowała trudy przeprawy i dzieliła się mrożącymi krew w żyłach przygodami. Halina opisywała, a Stanisław fotografował, wspólnie roztaczali przed oczyma czytelników barwną mozaikę orientalnych obrazów i postaci. Na kolejnych kartach podróżnej kroniki płonęły ciężarówki w przydrożnych przepaściach, pośrodku szosy baraszkowały dzikie tygrysy, hinduscy sadhu przesiadywali w pozycji kwiatu lotosu, barwni Ikowie maszerowali z owocami dżungli na targ…
Reportaże Haliny regularnie drukował „Kurier Wileński” oraz miesięcznik „Świat”. O losach pary podróżników informowały czytelników również „Kurier Warszawski”, „Express Poranny”, „Express Ilustrowany”, „Głos Druskiennik”, „Kurier Czerwony”, tygodnik „Antena”, a także miesięczniki „Turystyka i auto”, „Motocykl i cyclecar” oraz periodyk „Ondyna druskiennickich źródeł”. O wyczynie Bujakowskich donosiła prasa zagraniczna: „Ngo-Bao” z Hanoi, „Times of India” w Bombaju, „Anandabazar Patrika” oraz „Dainik Basumati” w Kalkucie, „South China Morning Post” w Hongkongu, „Shanghai Times” i „Le Journal de Shanghai” w Szanghaju.
Po dotarciu do mety Halina spędzała większość czasu na porządkowaniu i redagowaniu notatek z wyprawy. Stanisław spisał swe doświadczenia w formie krótkiego poradnika dla ewentualnych naśladowców. Liczył, że w ślad za nimi do Azji ruszą inni motocyklowi turyści z Polski. W wywiadach udzielanych miejscowej prasie Bujakowscy nie ukrywali, że chcieliby po powrocie do ojczyzny wydać ilustrowaną zdjęciami kronikę podróży. Udało się po 70 z górą latach, gdy wydawnictwo zainteresowane współczesną publikacją prasową na temat wyprawy powierzyło mi opracowanie dzienników.
Zadanie okazało się trudniejsze, niż się początkowo spodziewałem, ale też przyniosło wiele wrażeń i mnóstwo satysfakcji. Najpierw trzeba było przeanalizować i przepisać kilkaset stron maszynopisu, odręcznie pisanych listów i około dwustu artykułów prasowych, a następnie ułożyć je chronologicznie, zdanie po zdaniu, tak by relacja była kompletna i spójna, a zarazem by nie uronić nic z osobistego, emocjonalnego przekazu, dowcipu i romantyzmu autorki. Do tekstów Haliny zdecydowałem się dołączyć fragmenty przewodnika i felieton Stanisława. Ich treść wydawała się stanowić doskonałe uzupełnienie żywiołowej relacji małżonki.
W kolejnym etapie trzeba było przejrzeć około pięciuset fotografii zachowanych na oryginalnych kliszach z lat trzydziestych XX wieku, wybrać najciekawsze i przypisać je do konkretnych partii tekstu.
Praca trwała dziesięć miesięcy. Wiosną 2011 roku zapomniana przez dziesięciolecia kronika podróży dwojga Polaków trafia do rąk Czytelników.
Łukasz Wierzbicki
Borówiec w lutym 2011 roku