Poradniak, wydawnictwo

Dziennik Podróży

Email Drukuj PDF

Dziennik egzotycznej podróży sprzed 70 lat

Gorzka_Milosc_155x227_frontW sierpniu 1934 roku Halina i Stanisław Bujakowscy rozpoczęli niezwykłą wyprawę. Jej celem był najodleglejszy punkt na mapie osiągalny motocyklem – Szanghaj. Szlak wiódł przez całą  Azję i wynosił 24 000 kilometrów. Miała to być podróż poślubna, a zarazem pionierski wyczyn sportowy.

Stanisław prowadził motocykl, Halina siedziała w koszyku. Na kolanach trzymała maszynę do pisania. Na postojach, w namiocie, przysiadłszy na skraju drogi, w każdej wolnej chwili spisywała kronikę szalonej przygody. Hala dokumentowała zmagania z przeciwnościami losu, kiedy to nie motocykl wiózł podróżników, ale oni musieli pchać, ciągnąć, nieść wehikuł.

 

Łukasz Wierzbicki opowiada o książce - posłuchaj!

 

Po zakończeniu podróży pamiętniki Haliny Korolec-Bujakowskiej spoczęły na dnie walizy. Teraz, po siedemdziesięciu latach, oglądają światło dzienne.

 

mapa.001

 

I chociaż nie odkryliśmy Ameryki, ani nawet małego skrawka ziemi, bo wszędzie już ktoś był przed nami wozem, wołem, wielbłądem, osłem, pieszo, konno… to jednak żaden motocykl ani nawet samochód nie przetoczył się wcześniej naszą trasą w całej jej rozciągłości.

 

Autorzy

 

halinka_stach.001Halina Korolec-Bujakowska w sierpniu 1934 roku udała się wraz z mężem w podróż do Chin. W trakcie wyprawy prowadziła pamiętnik, wysyłała reportaże do licznych krajowych czasopism. W 1937 roku wróciła do Polski. Po wojnie mieszkała w Gdańsku. W 1947 roku wyemigrowała do Indii. Zmarła w 1971 roku w Kalifornii. Stanisław Bujakowski podczas wspólnej podróży pełnił funkcję kierowcy, mechanika, logistyka i fotografa. W 1937 roku w Szanghaju jako korespondent polskich gazet relacjonował wydarzenia wojny chińsko-japońskiej. W czasie drugiej wojny światowej służył w RAF Transport Command w Afryce. Po wojnie pracował jako pilot w prywatnej firmie transportowej w Kalkucie.

 

 

 

halinka.001

Łukasz Wierzbicki opracował reportaże Kazimierza Nowaka i zebrał je w książce Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd. Listy z podróży afrykańskiej z lat 1931–1936. Jest autorem powieści dla dzieci: Afryka Kazika o podróży Kazimierza Nowaka, Dziadek i niedźwiadek. Historia prawdziwa o niedźwiedziu Wojtku z Armii Andersa oraz Wyprawa niesłychana Benedykta i Jana o podróży Benedykta Polaka do Mongolii.

 

 

 

 

 

O książce piszą

Z zapartym tchem przeczytałem książkę Haliny Korolec-Bujakowskiej i myślę, że choć napisana została ponad siedemdziesiąt lat temu, jest bardzo współczesna. Istota innych kultur, cywilizacji i w końcu naszego świata nie zmienia się tak szybko, zmieniają się jedynie scenografie. W dobie dzisiejszych wypraw, kiedy to sukces mierzy się obecnością w mediach, a coś takiego jak prawda nie ma większego znaczenia – ta książka może być inspiracją do poszukiwania prawdziwych przygód. Wystarczy motocykl lub rower i cel – na przykład Szanghaj – który wciąż istnieje, a potem trzeba tylko wyjść za próg i ruszyć w drogę.

Niezwykłym i ciekawym pomysłem w tej relacji jest wywiad, jakiego udzielił sam motocykl, czyli jednego z głównych bohaterów historii.
Marek Kamiński

To love story w podróży. Ale też historia niezwykłej odwagi, trochę lekcja patriotyzmu, trochę prablog podróży. Zmysłowy, zabawny, inspirujący. Chce się rzucić wszystko i wyjechać. Daleko i na długo. Tak działa opowieść Haliny i Stacha.
Maria Peszek

 
Email Drukuj PDF

Przeczytaj Fragment!

O książce - z posłowia Łukasza Wierzbickiego.
Wiele jest książek traktujących o poznawaniu świata, poszukiwaniu przygody i spotkaniach z mieszkańcami dalekich krain, nieczęsto jednak trafia się kronika podróży tak nadzwyczajna, jak pamiętniki motocyklowe Haliny Korolec-Bujakowskiej. Nie co dzień zdarza się, by relacja tak bogata i pasjonująca czekała tak długo (bo siedemdziesiąt z górą lat), by ujrzeć światło dzienne.

Niezwyczajny jest również obrazek przedstawiający drobną, uśmiechniętą dziewczynę u boku potężnej maszyny gdzieś na rubieżach świata. Ekstremalne wojaże były wszak w latach trzydziestych XX wieku domeną mężczyzn, miłośników ryzyka i twardej przygody. Jednak nasza bohaterka nie jest sama. Towarzyszy jej mąż Stanisław. To także sytuacja dość wyjątkowa, przyzwyczajeni jesteśmy przecież, że podróżnik to typ samotnika, który doskonale sam radzi sobie w każdych okolicznościach. Halina i Stanisław Bujakowscy odkrywają tymczasem piękną prawdę, że żadna podróż nie cieszy tak, jak ta odbywana wspólnie z bliską osobą; że miłość, przyjaźń i partnerstwo pomagają pokonać wszelkie trudy i przeciwności losu.

Więcej…
 
Email Drukuj PDF

Fundusze
Całą podróż odbyliśmy na własny koszt, za pieniądze ciężko zarobione i z trudem zdobyte, bo w owym czasie trzeba było uporczywie się w redakcjach upominać, by dostać należną zapłatę. Byliśmy tak daleko, że nikt nie mógł dopilnować terminów, toteż pieniądze przychodziły nieregularnie i nieraz głodowaliśmy w oczekiwaniu. Przeciętna kosztów naszej podróży wypadła po 500 złotych na miesiąc, dla nas jednak, biorąc pod uwagę zużycie benzyny i oliwy oraz remonty motoru, wydatki na papier, atrament i materiał fotograficzny, zostawała z tego śmiesznie mała suma na życie.

 
Email Drukuj PDF

Ruszamy w drogę
Wystartowaliśmy do rajdu 23 sierpnia 1934 roku o poranku. My, to znaczy ja i mój chłopiec, ubrani w białe combinaison z żaglowego płótna i takież hełmy, a w zasadzie to mój chłopiec wystartował, ja zaś pełniłam co najwyżej funkcję balastu.

Motocykl marki B.S.A. koloru zielonego, 10 koni mechanicznych, 1000 cm3, wózek (moje mieszkanie na wiele najbliższych miesięcy) także zielony, namiot, cztery koce, dwie poduszeczki, płaszcze przeciwdeszczowe, waliza, a w niej dwie (straszna prawda!) suknie, sportowe ubrania, swetry, trochę bielizny, buty na zmianę, kuchenka składana i aluminiowe rondle, maszyna do pisania, dwa aparaty fotograficzne, zapasowy łańcuch, opona, dętki, komplet narzędzi, sznur i łopata. Oto cały bagaż i ekwipunek na romantyczną przygodę na miarę don Kichota i co szlachetniejszych zdobywców nieznanych lądów, wyprawę transazjatycką zamierzoną na wielką skalę do celu tak lekkomyślnie palcem wytkniętego na mapie, najdalszego miejsca dokąd lądem można zajechać – do Szanghaju!

Więcej…
 
Email Drukuj PDF

Śmiertelne zmagania
O świcie słaba z głodu z trudem zwlekam się z posłania. Stach w gorączce już od tylu tygodni sił nawet nie ma, by głowę podnieść.

Pijemy słoną wodę pół na pół z błotem pustyni i jemy maleńkiego biskwita, to już naprawdę ostatni. Żując okruszynkę, marzę, by wyogromniała w ustach w duży bochen chleba. Sprawdzam stan zapasów, mamy jeszcze dziesięć papierosów i butelkę czerwonego wina, jeszcze z Konstantynopola, jakże mnie wtedy krępowało przyjęcie u ambasadora, a dzisiaj, kto wie, czy wino nie ratuje Stachowi życia, mocny łyk stawia go na nogi. Wstaje i rusza w stronę gór szukać drogi. Brnie przez wodę, zapada się po kolana, sylwetka oddala się, niczym figurynka, ruchomy punkt, zaciera się, znika. Klapię obok motoru i patrzę bezmyślnie na ten bezkres przeraźliwy, czarne sylwetki skał, dłuży się czas… dzień wyzłocony słońcem, taki śliczny, świat taki szeroki. Długo czekam w samotności, aż wreszcie punkcik poruszył się pośród tafli wody, przybliża się, ledwo pełznie. Chwytam wino i biegnę na spotkanie. W górach drogi nie ma. Musimy pchać dalej torem. Mijamy stację, gdzie byłam wczoraj, dostrzegamy po prawej stronie toru suchy płat pustyni, przerzucamy więc motor przez szyny, podkładając kamienie. Stach rusza pełnym gazem, ale koła żłobią ślady coraz głębsze. Biegnę, wołam:

Więcej…
 
Email Drukuj PDF

 

Bombaj - uśmiech morza
Jeżeli jakieś miasto na świecie można nazwać uśmiechem morza, to właśnie Bombaj. Tu z zakamarków handlowych ulic, z głębi hałaśliwego bazaru, ze słonecznych promenad Malabar Hill, spośród wiszących ogrodów, rozwianych palm, pałaców i nor biedaków, zewsząd i nieustannie czuć miękki powiew błękitnego oceanu.

Cały Bombaj pławi się w morzu. Miasto i ludzie. W ocean jak do gorącej wanny wchodzi Hindus po kolana, kąpie się, żuje betel, myje palcem zęby, modli się, wlewa kubek mleka, rzuca parę kwiatków w błękitne fale i klaszcze w dłonie. Pracz czyści bieliznę, bijąc szmatami o kamienie. Rozsiadły się nad brzegiem morza domy bogaczy, toną w zieleni ogrodów, wśród nich, nie zwracając na siebie uwagi, zgasłe, przyćmione blaskiem pałaców skryły się świątynie, giną w powodzi nieustannego zgiełku. Promenadą suną szeregi kosztownych maszyn, kto bogatszy, kto lepszy, nie kolor skóry, nie rasa w tym mieście mają znaczenie, a pieniądz. Złoto jest bogiem.
Więcej…
 
Email Drukuj PDF

Niedźwiadek Thai
Od tej pory w chacie było ich troje. Z małym dzikusem przywędrowało życie i radość, ale też nieustanny kłopot i troska. Rola niedźwiedziej mamki jest trudna, bardzo uciążliwa, czasu nie ma nawet na sen, cóż mówić o pisaniu. Niedźwiadek to głodny, to zrobił psi-psi, to pogryzł coś potrzebnego, połknął jakieś żelastwo… niekończąca się litania psot, kaprysów i potrzeb.

Teraz ona siedzi w kąciku, w błękitnym kręgu dymu, przez smugi deszczu przygląda się, jak on bawi się z niedźwiadkiem. Teraz jest im dobrze. Na klocu dębowym kuca on przed ogniem, dmucha w żar, w rondelku buzuje obiad pod parasolem dziurawym jak sito, deszcz zacina długimi zakosami. Na blasze prażą się orzechy, niedźwiadek wie o tym, plącze się, węszy, zagląda, staje na dwóch łapach niezdarnie. Kółko dymu zawisło nad czarnym rondlem, ryż paruje, pachnie gorące mleko.

Więcej…
 
Dane techniczne:
Oprawa: twarda
Liczba stron: 320
Format: 135 x 202
Dane techniczne:
Oprawa: twarda
Liczba stron: 320
Format: 135 x 202
 

UWAGA!

Poradnia K oraz księgarnia i kawiarnia Tarabuk zapraszają na premierę
książki Agnieszki Podoleckiej "Żar Sahelu". Spotkanie poprowadzi Katarzyna
Dowbor. W programie pokaz slajdów i komentarz do realiów współczesnej
Afryki.
2 grudnia (czwartek), godzina 19:00, Tarabuk,ul. Browarna 6, Warszawa.

Łukasz Wierzbicki, autor opracowania dzienników Haliny Korolec-Bujakowskiej pt. "Mój chłopiec, motocykl i ja" czeka na Państwa na targach książki w Warszawie, w niedzielę 15 maja o godz. 15.00 w stoisku wydawnictwa W.A.B.

 

Tu jesteś: Strona startowa Książki Mój chłopiec motor i ja